Serdecznie dziękuję Ksiedzu Biskupowi za nominację. Tym samym, powierzono mi szczególną grupę ludzi, którzy przed Boga zabierają swoją pasję. Zapraszam więc do współpracy w dziele czynienia naszej jeździeckiej rodziny jeszcze lepszą, jeszcze bardziej otwartą. Zadaniem Duszpasterza jest głoszenie Ewangelii, ukazywanie jej jako drogi, na której człowiek poznaje Boga, wybiera Go jako Pana i Zbawiciela i żyje Jego radami. Czy da się połączyć pasję z duszpasterstwem? Owszem! przyglądałem sie kiedyś pracy Pana Józefa Dzwonowskiego, któremu bardzo dużo zawdzięczam. To On mi pokazał, że można pracować, odpoczywać i żyć pasją i Bogiem, ale tylko wtedy gdy o moim zamiłowaniu opowiem Bogu. Jak? O tym w nastepnej odsłonie. Pozdrawiam ks. Rafał.

Jak wspomniałem wyżej, przedmiotem mojego działania jest Duszpasterstwo. Wobec powyższego zachęcam do odwiedzania i śledzenia naszej strony w dziale: "NASZ PATRON". Umieściłem tam propozycje modlitw oraz formy nabożeństwa ku czci naszego Patrona.

Warto tutaj zajrzeć:

Jan Paweł II o Sporcie:

  • Sport misją i świadectwem
  • Rachunek sumienia dla sportu
  • Do sportowców
  • Benedykt XVI o sporcie
  • O etyce w sporcie i Fair Play`u

    „JAK SE POŚCIELISZ TAK SIĘ WYŚPISZ”
    Czyli słów kilka o tworzeniu atmosfery na stajni pensjonatowej.

  • Artykuł ten pisany jest pod wpływem wielu doświadczeń zarówno osobistych jak i innych osób, opowiadających o sytuacjach na poszczególnych stajniach. Obok dobrej i miłej atmosfery zdarzają się jednak konflikty. Pozwól, że w pierwszej kolejności spróbuję właśnie nimi się zająć, ponieważ wolę zakończyć mój artykuł dobrym słowem, podziwiając te sytuacje, które budują.
    Chyba każdy czytelnik zgodzi się, że tam gdzie ludzie, tam zawsze były, są i będą konflikty. Już sam Jezus stwierdza fakt, Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych (Łk. 17,1). Zresztą, środowisko jeździeckie nie jest jedyną społecznością naznaczoną konfliktami. Każda wspólnota nosi w sobie znamiona grzechu przeciwko jedności i harmonii. Sytuacji o których mowa, jest strasznie dużo. Szkoda baterii komputera, by o nich tu wspominać i rozpamiętywać. Wszystkie jednak, zdają się mieć jedno źródło, jest nim pycha, która przybiera różne oblicza. Zawsze jednak idzie o własne EGO. Jedni uważają się za wszechwiedzących, i są najlepszymi instruktorami na świecie, inni uważają się za najlepszych organizatorów, ktoś uważa siebie za jedynego sprawiedliwego lub najbardziej pokrzywdzonego. Jeszcze inny uważa, że najlepiej jeździ i ma najlepszego konia. Dla pewnej osoby miarą osoby był posiadany sprzęt. Jeśli siodło nie miało firmowego znaczka, już z tą osobą się nie rozmawiało. Banałem jest fakt, iż nawet dziś w świecie tak bardzo komunikatywnym, zdarza się, że wchodząc na podwórko pewna rodzina nie potrafiła powiedzieć nawet: „Dzień Dobry”. Banał! A jednak. Widać, że współczesny człowiek, potrzebuje klawiatury by wyrazić swoje uczucia. O zgrozo, fakt ten staje się coraz bardziej powszechny. Zastanawia mnie fakt, skracania dystansu. Pierwsza impreza, kilka zdań i pada słynne Mariola jestem – zbieżność imion jest przypadkowa. Ktoś odpowiada: „Dobrze Pani Mariolu” i zaczyna się przepychanka słowna, argumenty przecież jesteśmy w jednej rodzinie koniarzy. Owszem, ale trzeba pamiętać, że zbyt szybkie przechodzenie na „per TY” bardzo szybko kończy się tragicznie. Doświadczenie pokazuje, że zjedzenie przysłowiowej „beczki soli”, daje ogromne szanse na wzrost pięknej przyjaźni i właściwych stosunków między ludzkich. Choć, w tym przypadku mamy na pierwszy rzut oka z brakiem kultury, to jednak przyglądając się owej sytuacji, uważam - jest to problem szacunku do siebie i innych. Narzucanie komuś swojej własnej woli, jest pogwałceniem jego prawa do decydowaniu o sobie samym. Narzucanie własnej myśli, jest pogwałceniem jego zasad. Trzeba pamiętać, iż to właśnie granice mojej wolności wyznaczają mi granice drugiego człowieka. Tak daleko mam prawo działać, jak daleko zezwala mi na to drugi człowiek. Człowiek stawiający granice, zwykle ma jakieś ku temu powodu. Być może jego doświadczenia, ostrzega go przed ponownym wejściem „do tej samej rzeki”. Mówi się: całe życie się uczymy i tak głupimi umieramy. Jednak to od nas zależy, czy skorzystamy z doświadczenia, które przeżyliśmy, czy kolejny raz pójdzie ono w zapomnienie.
    Współczesna myśl, lansuje przekonanie, jakoby zawsze trzeba było dawać drugą szansę. Owszem, jednak by dać druga szansę, potrzeba mieć pewne podstawy. Przede wszystkim być przekonanym o wyciągnięciu przez winowajcę wniosków z minionej lekcji. Bardzo często spotykam się z nadinterpretacją ewangelicznego wezwania do nadstawienia drugiego policzka. Wypatrzona postawa miłosierdzia zapomina o sprawiedliwości i zadość uczynieniu za popełnione grzechy. Idea braku konsekwencji przyczynia się coraz bardziej do upadku morale. Destrukcyjny wpływ należności natychmiastowego przebaczenia przyczynił się do wykorzystywania instytucji przebaczenia do egoistycznych zapędów bezkarności. Niestety, problem ten dotyczy coraz to młodszych, kiedy już w pierwszych trzech klasach szkoły podstawowej słyszymy, że nauczyciel musi wybaczyć bo inaczej dziecko poskarży się mamie. Taka niewłaściwa postawa wkrada się coraz bardziej w życie społeczne, najpierw dzieci potem u młodzieży, w końcu dorosłych.
    Wielki autorytet wśród znawców zachowań dzikich koni, słynny Monty Roberts, zaobserwował ważny w tym aspekcie fakt, który my – miłośnicy koni – powinniśmy jako pierwsi wykorzystać. Kiedy koń żyjący w stadzie, „nabroi”, wówczas przodująca klacz, wygania go z narażeniem jego zdrowia i życia, poza stado. Nieposłuszny koń wie, że poza stadem zginie. Czy może wrócić do stada? Owszem, ale tylko wówczas gdy przeprosi i poprosi o możliwość powrotu. Nasz Autorytet, zauważa nawet odpowiednią mowę ciała klaczy oraz powracającego koniowatego. Dopiero kiedy klacz przebaczy, koń może wrócić. Ale decyzja należy do przodowniczki. Nic jednak „za darmo” trzeba najpierw się upokorzyć. W ten sposób, rodzi się szacunek, respekt, hierarchia wartości, podkreślane są relacje zależności, troski o dobro wspólne. Tworzy się porządek. Jeśli na stajni chcemy go zachować, musimy umieć przyznać się do błędu, musimy powiedzieć przepraszam, nawet, ba, szczególnie wtedy, gdy zawiniliśmy względem młodszej osoby, może biedniejszej materialnie. Potrzeba zatem umiejętności przyznania się do popełnionego zła. Z tym jest jednak coraz trudniej. Jednak przyznanie się do błędu wcale nie uwłacza godności temu, który przeprasza. Wręcz przeciwnie, podnosi jego autorytet, zacieśnia więzi, pokazuje, że ów człowiek jest godny zaufania. Umiejętność przeproszenia pokazuje, że można z taką osobą dojść do porozumienia. Uwidacznia jak wielka wartość stanowi dla niego drugi człowiek. Więcej wnosi słowo „przepraszam” niż udawanie, że nic się nie stało.
    Na tym tle, warto zwrócić uwagę na powszechne przeświadczenie o „obrażaniu się”. „No popatrz, obraził się, a przecież nic takiego nie zrobiłem”. Należy tutaj wykazać różnicę pomiędzy „obrażeniem się” a „ostrożnością”. Bardzo często te dwa pojęcia bywają mylone. Zdarza się bowiem, że kiedy zostaniemy zranieni, zaczynamy zwiększać dystans do winowajcy. I słusznie! Tak słusznie. Ktoś mi zaraz zarzuci, że nie jestem zgodny z Ewangelią. A jednak, Chrystus daje nam jasne wskazówki. „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik!” (Mt 18,15). Obraza? Czy obojętność? A może właśnie przestroga, „nie wchodzę do tej samej rzeki, więc osobę, która mnie zraniła omijam szerokim łukiem”.
    Każdy z nas ma prawo, wręcz obowiązek, troszczyć się o własną godność. Kiedy Chrystus staje przed niesprawiedliwym sądem, jeden z tam obecnych uderza Zbawiciela w twarz. Jezus pyta, jeśli źle mówię, to Mnie popraw, jeśli dobrze, to dlaczego mnie bijesz. Zwiększenie dystansu, jest jak najbardziej poprawną postawą. Należy ją stosować zawsze tam, gdzie nie nastąpiło pojednanie, oraz zadośćuczynienie. Zraniony ma prawo do ochrony swojej godności, powinien wyciągnąć wnioski z minionej lekcji. Byłby nieroztropny gdyby drugi raz „wszedł do tej samej rzeki”, byłby naiwny gdyby przeszedł od minionego zranienia „na porządku dziennym”. Słowo „przepraszam” musi wybrzmieć a przez zadość uczynienie musi być dopełnione. Dlaczego wśród ludzi jest tyle wyzysku? Ponieważ prawdę o miłosierdziu, przebaczeniu wypatrzyliśmy. Zwróć uwagę, na Ewangelię. Kiedy Chrystus mówi o przebaczeniu, ZAWSZE kontynuuje „idź i nie grzesz więcej”, zawsze wzywa do zadość uczynienia. Nigdy nie poprzestaje na odpuszczeniu grzechów. Wyciagnięcie konsekwencji, jest po prostu wychowawcze. Spełnia rolę nauczyciela. natomiast idea bezstresowego wychowania, przerodziła się w myśl bez konsekwentnego wychowania. Już nasi pradziadkowie, stosowali zasadę karności jako najpiękniejszą formę miłości. Pobłażliwość zawsze niszczy to co zostało już zbudowane. Przejście do dalszego życia, tak jakby się nic nie stało, jest zawsze złe:
    1. Wpływa destrukcyjnie na winowajcy;
    2. Utwierdza go w przekonaniu, że robi dobrze;
    3. Daje przyzwolenie na podobne działanie względem innych;
    4. Destrukcyjnie wpływa na poszkodowanego;
    5. Zachwiane zaufanie rodzi nie tylko dystans ale może przerodzić się u poszkodowanego zamkniecie się na innych ludzi.
    Niestety, coraz częściej nie potrafimy przyznawać się do błędu, nie potrafimy mówić znamiennych, a jakże pięknych słów PRZEPRASZAM. Wartościowość tych słów stanowi dużo więcej niż deklaracje o czystości intencji.
    Atmosferę na stajni, tworzymy my sami. Wielkim niebezpieczeństwem są również niedomówienia i plotki. Bardzo często nie jasność wypowiedzi oraz nie jasność co do oczekiwań. Mówienie po kątach, przemilczanie pewnych spraw, podjudzanie do nienawiści, stronniczość, przekazywanie nieprawdy dotyczących pewnych wydarzeń, wszystko to rozbija jedność każdej grupy. Warto więc pomyśleć o prawdomówności, uczciwości oraz racjonalności. Wielkim niebezpieczeństwem obok wyżej wymienionych jest nadinterpretacja pewnych faktów. Niestety, to właśnie czytanie między linijkami słów, których nie ma, przynosi najwięcej zła.
    Jest jeszcze więcej problemów, konfliktów. Czy można coś z tym zrobić?
    Myślę i jestem przekonany, ze można. Potrzeba „tylko” albo „aż” odrobiny dobrych chęci, które będą przejawiały się w:
    1. Słowności;
    2. Jasności intencji i oczekiwań;
    3. Umiejętności przyjęcia i przedstawienia krytyki;
    4. Uczciwości;
    5. Poszanowaniu wolności i godności drugiego człowieka;
    6. Zastosowaniu obiektywnych zasad;
    Stosując powyższe zasady, ufam, jesteśmy wstanie uniknąć wielu nieprzyjemnych sytuacji. Jakże często niedomówienia, niesłowność i fałszywe oskarżenia prowadzą do rozpadu stajennych wartości. To od nas samych zależy jaką atmosferę stworzymy na stajni. Przykre doświadczenia niestety zapadają na długo w pamięci i trudno jest je naprawić. Czas spędzony z końmi ma być dla nas czasem przyjemnym, wyjazd w teren ma budować relacje a nie stawać się okazją do budowania opozycji. Tak niestety bardzo często bywa. Ile razy słyszę przy okazji różnych rozmów: ja tam do spowiedzi nie chodzę bo nikogo nie zabiłem, nikogo nie zraniłem. Jednak bardzo często pomijamy fakt, że to właśnie przez różne intrygi, spiski niedomówienia zadajamy głębokie rany drugiemu człowiekowi. Pamiętać należy, iż rzucanie oszczerstw, szerzenie plotek podpada pod osąd Boga. Grzech ten jest wykroczeniem przeciwko sprawiedliwości społecznej i miłości Boga i Bliźniego. I choć na pierwszy rzut oka nie ranimy Boga, to jednak przez słowa i gesty poniżamy godność tych, których On kocha. W Ewangelii głosił: „wszystko co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych Mnieście uczynili”. Słowa te, odnoszą się zarówno do dobrych jak i złych czynów. Trzeba jednak pamiętać, iż jeśli popełnimy grzech – obrazę Boga i bliźniego, należy nie tylko wyznać go w spowiedzi, ale należy naprawić winę. Zresztą warunkiem uzyskania rozgrzeszenia za grzech oszczerstwa jest jego odwołanie.
    Dziwi również fakt, iż grzechy słowa są bardzo często popełniane z dodatkowym tupetem. Najpierw ktoś wyprowadza bliźniego z równowagi, potem dolewa oliwy do ognia a na koniec „odwraca kota ogonem” i dziwi się, że dotknięty się denerwuje. Taki prowokator zaciąga podwójną winę:
    1. Niszczy więzi koleżeńskie oraz
    2. Doprowadza do nerwów swojego rozmówcę uważając że przecież „nic się nie stało”
    Doświadczając dobroci i gościnności wielu stajni, warto i trzeba wspomnieć o tych dobrych zwyczajach i sytuacjach. Nie można mówić jedynie o złych sytuacjach. Trzeba mówić o dobrych sytuacjach, które niwelują zły posmak zepsutej atmosfery. Kiedy pojawiam się na stajni, doświadczam bardzo dużo drobnych a jakże ważnych gestów. Gościnność gospodarzy, jest tym o czym trzeba wspomnieć. Każda ze stajni, którą poznałem, każda osoba, którą spotykam, zawsze gotowa jest przyjąć i podjąć symbolicznym kubkiem herbaty lub kawy. I choć czasem trzeba odmówić, to jednak ten skromny gest zapada na długo w pamięci. Jest przecież symbolem życzliwości, gestem świadczącym o otwartości oraz wyraża chęć spotkania się z gościem. Nie proponuje się przecież wspólnej herbaty lub kawy komuś z kim nie chce się spotykać. Warto więc ten gest podtrzymywać i pielęgnować. Siadając do wspólnego stołu, stwarzamy atmosferę umożliwiającą dialog. Wtedy można wymienić spostrzeżenia, dojść do kompromisu, tam gdzie powstał ewentualny konflikt. Wspólny stół zawsze był symbolem jedności. Zwykle kojarzony z atmosferą rodzinną jest również znakiem rodzinnej atmosfery na stajni. Pozwala na planowanie wspólnych wyjazdów, organizacji świąt i uroczystości stajennych oraz obrania wspólnej linii działania na rzecz rozwoju stajni. Przecież stajnia to nie tylko sprawa Gospodarza, ale każdego, kto przekracza jej próg. Każdy jest odpowiedzialny za to co dzieje się na stajni. Każdy ma prawo brać udział we wspólnych spotkaniach, wyrażania swojego zdania. Nie ma jednak prawa wyrażać swojego zdania poza plecami. Na gospodarzu jednak spoczywa obowiązek podjęcia ostatecznej decyzji. Osoba, która prowadzi stajnię musi być krystaliczna. Nie chodzi o przekonania polityczne, czy tez religijne. Krystaliczność kierującego stajnią przejawia się w uczciwości, prawdomówności i obiektywności. Musi pamiętać o dystansie do zasłyszanych opinii, choć czasem musi zająć stanowisko. Tego przecież wymaga dobro jego stajni. W ten sposób musi stawić czoło problemom, które pojawiają się na jego podwórku. Odpowiedzialność za stajnię spoczywa przede wszystkim na nim. Czasem musi on być tym, który godzi skłóconych, który podejdzie do pewnych spraw racjonalnie. Prowadzić stajnię wobec powyższych wymagań, nie jest łatwo, dlatego potrzeba wzajemnej pomocy. Jedność stajni jest więc dla Gospodarza ogromną pomocą.
    To czego doświadczam odwiedzając stajnie, to również otwartość. Wielu z tych, których spotykam dzieli się ze mną swoimi pomysłami. Gospodarze i jego współtowarzysze opowiadają o swoich doświadczeniach i planach. Bardzo często jest w nich dużo wartościowych wiadomości. Można je wykorzystać i zaaplikować swojej działalności. Są też negatywne doświadczenia, które są przestrogą, aby nie popełniać tych samych błędów.
    Cieszy też fakt, że w wielu miejscach doświadczyć można współpracy między stajniami. Świadomość o wspólnym odwiedzaniu się, jest dla człowieka stojącego z boku, pięknym świadectwem jedności. Nie warto stwarzać konkurencyjności, prześcigania się w ofercie, podbierania sobie „klientów”. Łączy nas przecież jedna wartość: szacunek do konia.
    Można by tu jeszcze dużo pisać. Chciałbym jeszcze kiedyś spróbować napisać słowo dotyczące pewnych zasad, które zrodziły by się pod wpływem słuchania Waszych doświadczeń i moich przemyśleń. Zdaje sobie sprawę, że wielu z was, cokolwiek będzie czytało, doświadczać będzie pewnego rodzaju niepokojów, pytań i wątpliwości. To dobrze. Gdy rodzi się pytanie o zasadność mojego postępowania, jest to dobry znak, otwartości i umiejętności przyjęcia krytyki. Ciągle pozostaje otwarta kwestia, stworzenia „portretu dobrego jeźdźca”. Zapraszam do współpracy na tenże temat.
    Podsumowując powyższy temat, mając na uwadze, również własną słabość i niedociągnięcia, powiedzmy sobie szczerze:
    „Zgoda buduje, niezgoda ruinuje”
    i
    „jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym” także i przede wszystkim szacunek do siebie! Każda grupa ludzi, wyrzucająca Boga - niestety – boryka się z brakiem szacunku do bliźniego.
    Może czas najwyższy zaprosić Boga do swojej stajni! Tym bardziej, że przecież w stajence przyszedł na świat.

    CZŁOWIEK WOBEC ŚMIERCI KONIA

    Mało kto potrafi sobie wyobrazić sytuację w której miałby pożegnać się ze swoim kochanym wierzchowcem. Jednak jak wiadomo, życie każdej istoty kończy się śmiercią. Jeśli potrafimy się pogodzić ze śmiercią istoty w wieku zaawansowanym, to jednak trudno nam przyjąć do wiadomości śmierć młodej istoty. Potrzeba nam jednak zaakceptować fakt śmierci człowieka i zwierzęcia. Wobec tego faktu nie możemy się buntować. Fakt zejścia z tego świata należy do życia. Ktoś powiedział kiedyś: „im więcej akceptacji tym mniej frustracji”. Powiedzenie to, jest bardzo pomocne zarówno w przeżywaniu śmierci człowieka jak i zwierzęcia. Ludzie różnie reagują w skrajnych sytuacjach. Jedni panikują, inni rozpaczają, jeszcze inni zmiatają problem pod dywan. Zdarzają się przypadki paniki. Mało kto potrafi przeżyć stratę. Trudnych sytuacji nie brakuje w naszym życiu, nie unikniemy ich. Trzeba jednak tak pracować nad sobą by w sytuacji trudnej, może nawet tragicznej przeżyć stratę. Śmierć konia, dla wielu urasta do rangi śmierci człowieka. Nie mam zamiaru podważać niczyjej miłość, ani zaangażowania. Trzeba nam jednak przyjąć prawdę, że zwierzę nie jest człowiekiem. Każdy kto uczłowiecza zwierzę, czyni mu krzywdę. Pewna sytuacja pokazała, że zadaje również ból sobie. Traktowanie zwierzęcia jak człowieka, jest nie tylko błędem filozoficznym, ale i złe z punktu widzenia porządku naturalnego. Inna temperatura ciała oraz struktura skóry chroni konia przed wahaniami temperatury. To co my czujemy nie koniecznie odczuwa zwierzę. Podobna sprawa ma się z jedzeniem. Nie koniecznie to co nam smakuje będzie smakować zwierzęciu i odwrotnie. Mało tego ważnym aspektem jest ilość skarmianego pożywienia. Podobnych sytuacji jest wiele i można by tutaj przetaczać w nieskończoność. Nie mniej jednak potrzeba powiedzieć jasno i otwarcie: zwierzę nie jest człowiekiem, dlatego uczłowieczanie go jest jawnym i egoistycznym występkiem przeciwko prawu wolności. Zwierzęta służą człowiekowi, są stworzeniem, mają w sobie pierwiastek życia ale nie mają duszy - dlatego należy je szanować i pielęgnować, ale nie można zmieniać porządku naturalnego. To człowiek jako osoba rozumna (zwierzęta mają jedynie instynkt) stoi na szczycie rozwoju. Udomowienie zwierząt wymusza na nas odpowiedzialność i jak powiedział Mały Książę: „jesteśmy odpowiedzialni za to co oswoiliśmy”. Potrzeba jednak pozostawić zwierzęta na odpowiednim miejscu i nie zmieniać jego pozycji. Bardzo pomocne jest tu rozumowanie ludzi żyjących i pracujących na wsi. Ich racjonalność jest wielkim bogactwem. Szanują zwierzęta do tego stopnia, że nie zabierają im ich zwierzęcej natury i nie narzucają człowieczeństwa. Stąd odpowiednie miejsce i właściwy stosunek, pozwoli nam na lepsze rozstanie, pozwoli nam zamknąć pewien rozdział - nazywam to symbolem zamkniętych drzwi. Kiedy padnięte zwierzę zostaje zapakowane na ciężarówkę, kierowca zamyka jej drzwi, zamyka tym samym pewien rozdział. Konia już nie ma. Pozostaje jedynie w Twojej pamięci, ale odszedł i nic na to nie poradzisz.

    ETYCZNE ASPEKTY WSPÓPRACY Z KONIEM

    Choć zwierzę nie ma duszy, to jednak zasługuje na poważne traktowanie. Bardzo często miłość utożsamiamy z czułością, emocjami. Jednak właściwym pojmowaniem miłości jest postawa. W liście św. Pawła znajdujemy opis postawy miłości. Autor odnosząc miłość do Boga i człowieka, określa przymioty miłości. Jest ona: cierpliwa, łaskawa, wierna, miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie (1 Kor 13,4nn). To ludzkie rozumienie miłości, dotyczy także naszego stosunku do zwierząt, z tym, że kluczowym przymiotem będzie pawłowe stwierdzenie: miłość nie szuka swego. Dopiero to określenie, pomoże nam uporządkować właściwy stosunek do zwierząt. Bardzo częstym grzechem, zarówno w stosunku do Boga, ludzi jak i do zwierząt jest egoizm – szukanie własnego interesu, własnego dobra. A jednak to właśnie altruizm jest odpowiednią postawą jaką powinniśmy przyjąć. Bardzo często nasza bezradność, nasze braki stają się przyczyną nieszczęścia innych, również zwierząt. Czym kieruje się człowiek, „ratując” życie cierpiącemu zwierzęciu? Ktoś chwalił się, że uratował konia z rzeźni. Zwierzę oddane było na rzeź z powodu tak skrzywionego karku, że nie był wstanie sam jeść ani pić. W 24 godziny na dobę był uzależniony od butelki ze smoczkiem którą wlewano wodę do przełyku konia. Czy naprawdę należy przedłużać męczarnie tego zwierzęcia? A może to własny egoizm i bezradność spowodowały, że koń ten, będzie się jeszcze przez następne 10 lat męczył? Pytam się, dlaczego wielbiciel ratowanych koni, gorący „kibic” różnorodnych fundacji, szukając konia dla siebie, nie adoptował konia, jadącego na rzeź? Odpowiedź jest prosta, bo koń ten nie daje się do użytkowania, więc nie będę mógł spełniać moich jeździeckich pasji. Nie będzie skoków, terenów, nie będzie pasaży i innych inochodów. W białych rękawiczkach rani się zwierzęta, wmawiając sobie, ze to dla ich dobra. Innym grzechem wypływającym z „szukania swego” jest niewłaściwa dieta zwierząt. Wystarczy zapytać specjalistów, czy karma podawana w nadmiarze służy dobru stworzenia? Nawet nie będąc specjalistą jasno możemy stwierdzić, że bardziej zaszkodzi niż pomoże. Nadmierna ilość owsa, dla koni mało pracujących, to już mówili nasi dziadkowie, może spowodować ochwat. Ale jak pokazuje doświadczenie, nie tylko owies może stać się zagrożeniem. Każda pasza, nawet najbardziej smakowita i najbogatsza w minerały, może stać się powodem dla którego zwierzę może zachorować. Należy więc stosować ją z umiarem, z zastosowaniem wskazówek zaczerpniętych z mądrości fachowców. Każda skrajność jest bezwarunkowym zagrożeniem dla życia i zdrowia istoty żywej. „Szukanie swego” przejawia się również w ignorancji zawinionej. Co to oznacza, że brak szkolenia, brak wiedzy staje się początkiem niebezpieczeństwa dla wszystkich zaawansowanych w pracę z końmi. Ignorancja – brak wiedzy staje się przyczyna wielu kontuzji, i dyskomfortu. Wiedza z zakresu mechaniki gastrologicznej i ortopedycznej, wiedza z zakresu kowalstwa i bezpieczeństwa, jest kluczem do właściwego użytkowania konia. Dopiero wiedza z zakresu motoryki konia, pozwoli zdecydować czy kuć konia, czy zakupić buty, stosować owies gnieciony czy też cały. Jedynie wiedza przyniesie sukcesy we wszelkich dyscyplinach sportowych. Ignorancja jest jednak podyktowana fałszywym wyobrażeniem siebie. „Ja” znam się najlepiej na wszystkim, bo przecież studiowałem na uniwersytecie „googluninum” a wykładowcami byli adiunkci z wyższej szkoły wikipedystów. Żaden z najbardziej znanych naukowców, nigdy nie powiedział „wiem wszystko”. Nawet jednemu z największych twórców filozofii, który uważał siebie jedynie za miłośnika mądrości i poszukiwacza prawdy – Sokratesowi przypisuje się słynne zdanie: scio me nihil sire – czyli „wiem że nic nie wiem”. Taki punkt wyjścia nie uwłacza godności człowieka, ale świadczy o jego mądrości, jego intelekcie. Umiejętność przyznania się do braku wiedzy, jest przejawem dojrzałości. Powiedzenie sobie: nie wiem – muszę poszukać odpowiedzi, jest prosta droga do sukcesu. Człowiek, który nie korzysta z wiedzy i doświadczenia innych, uwstecznia się, staje się prostakiem, karłowacieje. Myślę, że żadna ze skrajności nie służy ani dobru człowieka ani dobru zwierzęcia. Warto i trzeba więc przemyśleć zasady etyki, porzucić własne idee i myśli a otworzyć się na dobro drugiego człowieka i zwierzęcia. Egoizm – fałszywe poczucie własnej wartości, spełnianie własnych zachcianek, jest początkiem krzywdy innych żyjących istot. Zanim uczynisz coś bliźniemu lub też swojemu zwierzakowi, zapytaj siebie, czy ty też byś tak chciał. Tylko musisz być szczery!
    ks. Rafał Przybyła.